Pod postem jaką jedną rzecz ze studiów psychologicznych mogłabym polecić każdemu, pojawiło się pytanie, o to ile czasu warto przeznaczać codziennie na rozwój. Odpowiadam na nie w dzisiejszym wpisie. Bardzo dziękuję autorowi – Panu Maciejowi – za inspirację. 

Pani Izabelo dziękuję za wartościowy wpis, uważam że rozwój jest bardzo ważny, aby cały czas iść do przodu i być konkurencyjnym na rynku pracy. Ile czasu dziennie według Pani powinno się przeznaczać na samorozwój, czytanie książek czy jakiś poradników? Jak wygląda to u Pani?

Będę wdzięczny za odpowiedź i z góry dziękuję.
Pozdrawiam!
Maciej

Panie Macieju,

Świetnie, że widzi Pan, jak wielkie znaczenie ma rozwój i chce poświęcać na niego swój wolny czas!

Również według Carol Dweck – uznanej psycholog badającej rozwój – nastawienie na rozwój, w przeciwieństwie do nastawienia na stałość, to podstawa sukcesu.

Aby określić, ile czasu poświęcić na rozwój, warto wziąć pod uwagę przynajmniej trzy kwestie:

1) co dokładnie chcemy osiągnąć,

2) co już potrafimy w tej dziedzinie, oraz

3) jaka jest nasza wyjściowa sytuacja.

Pewnie zgodzi się Pan ze mną, że nie możemy być najlepsi we wszystkim, a już na pewno nie natychmiast. Dlatego aby rozwój był szybki, gruntowny i praktyczny warto zacząć od doprecyzowania, w jakiej roli chcemy być konkurencyjni na rynku pracy, w jakiej dziedzinie chcemy być najlepsi.

Jeśli ma Pan to już określone, to świetnie! Jeśli nie, to polecam od tego zacząć rozwój. Postawienie sobie celu zawodowego pomoże określić odpowiedni w specyficznej sytuacji czas, dobrać jak najbardziej trafione książki, narzędzia oraz działania.

Powiedzmy, że ktoś jest bezrobotny i chce jak najszybciej znaleźć swoją wymarzoną pracę lub rozkręcić wirtualną działalność gospodarczą w niszy, w której jest ekspertemW tego typu sytuacjach warto przeznaczać na szukanie pracy czy klientów przynajmniej tyle czasu, ile chcemy pracować miesięcznie.

Podstawą rozwoju w tym wypadku może być aktywne działanie, czyli szukanie pracy, zleceń czy klientów. Sprawdzamy co potrafimy w działaniu i w miarę potrzeb uczymy się zdobywania –  można to zrobić na odpowiednim szkoleniu, doczytać w książkach, skonsultować działania z ekspertem rynku pracy itp..

W trakcie może się okazać, że trzeba też się doszkolić nie tylko ze zdobywania, ale z wykonywania lepiej danej pracy. W takiej sytuacji zwykle potrzeba więcej czasu niż te 8 godzin dziennie. Szczególnie, gdy chcemy szybko zdobyć właściwą pracę za najlepsze pieniądze.

W skrócie, najlepiej planować rozwój z wizją końca, od określenia – jak najbardziej konkretnie – co chcemy osiągnąć. Następnie działania podporządkowujemy pod cel – tak jest efektywniej. Bez jasnego, precyzyjnego celu też można się rozwijać, ale uważam, że wtedy rozwój jest wolniejszy. No i niekoniecznie doprowadzi nas tam gdzie chcemy, ale z pewnością jakoś się rozwiniemy.

Na początek można też zrobić prostą kalkulację. Każdy z nas ma tyle samo czasu, czyli 24h na dobę.

  • Zwykle 8h dziennie przeznaczamy na pracę.
  • 8h na sen.
  • Zostaje nam 8h do podziału na inne sprawy, w tym na rozwój. Aby określić cele w pozostałych obszarach można wypisać: co jeszcze musimy/chcemy zrobić i podzielić pozostałe 8h stosownie do tych zadań i ich wagi. W planowaniu czasu na rozwój można też się posłużyć kołem życia, lub kołem aktywności zawodowej. Dzięki nim może być nam łatwiej ustalić cele we wszystkich kluczowych obszarach życia czy pracy. Na zdjęciu obok można zobaczyć, co to jest koło życia i przykładowe wypełnienie, które pochodzi z książki mojego autorstwa pt. “Pasja to za mało” (kliknij w zdjęcie, by powiększyć obraz).

Zupełnie szczerze osobiście, nie liczyłam dotąd, ile czasu poświęcam na czytanie. Po prostu kieruję się moimi kolejnymi celami zawodowymi wynikłymi z zawodowej pasji oraz pragnienia, by nieustannie się udoskonalać. W tym co robię lubię się kierować rzetelnymi źródłami z najnowszej psychologii, a nie tylko tzw. pop-psychologią, czy powszechnie utartymi teoriami z historii psychologii, które odchodzą do lamusa wraz z rozwojem dziedziny, odkryciami i badaniami. Jest to dla mnie ważne, gdyż w instytucie psychologii, z którego się wywodzę nastawiono nas na badania i sprawdzanie koncepcji w praktyce. Po książki najczęściej sięgam, kiedy ich po prostu potrzebuję w ciągu dnia. Lubię też poczytać rano i przed snem.

Dokładniej mogę się wypowiedzieć o ilości książek, po które sięgam. Tylko w lutym zakupiłam 9 książek, w sumie za ponad 400 PLN. Do tego jedną wypożyczyłam, bo nie było jej w żadnym sklepie stacjonarnym ani online. Niestety nie udało mi się zdobyć jeszcze jednej pozycji, którą chciałam.

Pominę, że czytam też artykuły w prasie i w Internecie, rozwijam się na szkoleniach w pracy, jak ina własną rękę. Wracam też do książek zakupionych wcześniej. Najczęściej kupuję książki na własność dlatego, że korzystam z nich aktywnie, robię zaznaczenia i notatki, bo chce wdrożyć zawartą w nich wiedzę w praktykę. Jak widać na zdjęciu obok nie tylko ja tak robię, ale również niektórzy czytelnicy mojej książki.

Wdrażanie wiedzy, to kolejny klucz do sukcesu.

Nie uważam się za mola książkowego, przyznam, że nie czytam wszystkich książek od deski do deski, tylko nieraz selektywnie i kilka “naraz”. No chyba, że dana książka trafia w 100% w to co potrzebuję lub przedstawia jakiś spójny system, metodykę itp..

Moja mama miała świetną zasadę, co do inwestycji w książki. Końcówkę kwoty ze swojej pensji zawsze wydawała na książki. W tamtych czasach, gdy pracowała były to milionowe stawki i ciężko je przeliczyć, ale patrząc na dziś powiedzmy, że jeśli jej wypłata wynosiła 1653 PLN, to 53 PLN wydawała na książki. Końcówki wypłat były różne, ale zwykle na książki przeznaczała nie mniej niż 50 PLN miesięcznie.

Gdy dostawała wypłatę, a płacono wtedy tylko w gotówce, to schodziła do księgarni w biurowcu na dole i kupowała książki. Może dlatego przez długi czas jak byłam mała, to jako prezent na prawie każdą okazję dostawałam książki i biżuterię. Na te święta było tak samo:).

Z życzeniami intensywnego rozwoju!

Iza