Jak zmienić pracę ze specjalisty na dyrektora mieszkając za granicą i w międzyczasie urodzić dziecko – o tym w skrócie jest wywiad z Yaną Sira byłą uczestniczką programu “Odkryj i zdobądź pracę marzeń”. Zobacz wywiad poniżej.

Izabella Wojtaszek: Yana, bardzo ci dziękuję za czas na rozmowę, bo masz teraz szczytowy moment!

Podzieliłam rozmowę na kilka wątków. Jeden, dotyczy Twojego życia przed zmianą zawodową i kursem “Odkryj i zdobądź pracę marzeń”. Chciałabym zrozumieć potrzeby takich osób, które są teraz w tej sytuacji jak ty kiedyś. Potem porozmawiamy o Twoim udziale w kursie, jak to było, co ci pomogło, co może jest to udoskonalenia.

Mam też pytania a propos biznesu. 

Na koniec mam pytania dotyczące szukania pracy za granicą. 

I ZDOBYWANIE PRACY MARZEŃ

Jesteś jedną z moich pierwszych klientek jeśli chodzi o programy grupowe, wcześniej prowadziłam wyłącznie program indywidualnie, wiec jesteś jedną z pierwszych absolwentek grupowej edycji programu “Odkryj i zdobądź pracę marzeń” i chciałam się zapytać na początek, jakie miałaś opory przed zakupem tego kursu zdobywania pracy.

Yana Sira: Na pewno finansowe. Pamiętasz nasze negocjacje?

Druga rzecz, powstawało też takie pytanie praktyczne, czy rzeczywiście ten kurs mi jest potrzebny i czy rzeczywiście ten kurs wniesie coś w mój rozwój zawodowy na tyle, że uda mi się osiągnąć swój cel.

Podejrzewam, że w podjęciu decyzji o tym że chce uczestniczyć w kursie pomogło mi to, że ja po prostu już cię wcześniej znałam i to zaważyło, że stwierdziłam, że tak ja chciałabym na ten kurs się zapisać. I nie żałuję!

IW: Cieszę się! Dodam od siebie dla Czytelników, że znamy się z tego, że uczestniczyłaś wcześniej w innym moim szkoleniu – umiejętności trenerskich, a później byłaś moją coachee w zakresie realizacji twojego szkolenia. Było to robione z ramienia organizacji, która mnie zaanagażowała. Czyli w sumie, to zawodowa znajomość, bo wcześniej pracowałyśmy razem nad innymi tematami rozwojowymi i to że znałaś mnie jako coacha/trenera na innych polach, sprawiło, że się zdecydowałaś.

Co podobało ci się najbardziej w tym programie, w tej całej usłudze zdobywania pracy?

YS: Na pewno mi się bardzo podobało to, że ten program wymagał od nas też dużej pracy w domu, takiej samodzielnej.

Trzeba było usiąść i stworzyć listę kroków do zrobienia. Rozplanować, co muszę zrobić, żeby osiągnąć ten cel i jak to wyznaczyć jakoś w kalendarzu. Dla mnie taka praca na konkretach jest bardzo pomocna, bo systematyzuje moją pracę i pozwala mi na podejmowanie konkretnych kroków. Dla przykładu, że do kwietnia mam zrobić to, a do maja mam zrobić następne. Ten program usystematyzował moje kroki i wyznaczył konkretny kierunek, co ja mam zrobić, żeby osiągnąć swój cel.

Plusem tego programu było też to, że pracowaliśmy w grupie. Miałam też okazję posłuchać z jakimi problemami zmagają się inne osoby, do czego te osoby dążą. Dla mnie to było takie motywujące, żeby na następnym spotkaniu pokazać, że ja też coś robię, że ja też jakoś do tego dążę.

Na pewno również bardzo pomocne dla mnie były takie twoje osobiste przykłady. Nie zapomnę tego twojego przykładu, jak sama zaczynałaś przekwalifikowanie. Zgłosiłaś się jako wolontariusz i potem to przerodziło się w konkretne zlecenia dla ciebie. Trochę podążyłam można powiedzieć twoimi śladami. Prowadziłam klub, który nie do końca był na zasadach wolontariatu, bo mi za to płacono. Nie było to tak satysfakcjonujące finansowo jakbym chciała, ale teraz z perspektywy czasu widzę, że to naprawdę był bardzo dobry krok, bo mogłam potem na rozmowie kwalifikacyjnej na dyrektora pochwalić się konkretnym doświadczeniem.

IW: Czyli od razu złapałaś płatne zlecenia, które potem pomogły Ci się odbić jeszcze dalej. Świetnie!

YSDokładnie! Potem też pomogło mi dużo takich wskazówek praktycznych np. jak pokonać swoje opory. Do tej pory pamiętam zalecenia, że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu.

Inna dotyczyła tego, żeby nie bać się do pracodawcy zadzwonić, że pracodawca jak chce znaleźć dobrego pracownika, to naprawdę bardzo musi się naszukać, nastarać. To są twoje słowa – Jak pracownik przyjdzie do niego do drzwi i zapuka i się okaże, że to jest dobry pracownik, to pracodawca będzie przeszczęśliwy, że nie musiał szukać. W moim przypadku zastosowanie tej rady się sprawdziło. Właścicielka nie do końca była pewna, czy ona chce kolejnej zmiany na tym stanowisku. Podejrzewam, że spotkanie się ze mną, właściwie to było kilka spotkań, ją przekonało. Gdyby nie to, że ja się osobiście skontaktowałam, odpowiednio się zaprezentowałam, to pewnie ona by nie podjęła decyzji o zmianie.

IW: Opowiedz po kolei co się zadziało.

YS: Pojawiło się ogłoszenie. Zadzwoniłam w odpowiedzi na ogłoszenie i podczas rozmowy zadałam kilka pytań, dotyczących placówkiPo dwóch rozmowach Pani właściciel stwierdziła, że jest zdecydowana na to żeby mnie zatrudnić.

IW: Zrobiłaś taki tygrysi skok. Wcześniej formalnie rzecz biorąc byłaś nauczycielką przez 3 lata i z tym doświadczeniem starałaś się o pracę pani dyrektor w prywatnym przedszkolu. Jak zaczynałyśmy pracę nie miałaś doświadczenia na stanowisku dyrektorskim i przeszłaś w tym programie do szukania pracy na stanowisko dyrektorskie. Jakbyś mogła więcej opowiedzieć o tym jeszcze. Efekty twojej pracy w programie od początku były dość imponujące. Mówiłaś na początku, że jeszcze musisz skończyć studia, ale mimo tego i tak zaczęłaś aplikować. Nie wiem czy ja to dobrze pamiętam, po pierwszym CV poprawionym w programie dostałaś od razu zaproszenie na dyrektorkę?

YS: Tak i to było CV, w którym nie było wskazanego jeszcze tego doświadczenia w klubiku.

Głównie jak wysyłałam cv, to były to przedszkola, które publikowały ogłoszenia, że potrzebują kogoś na to stanowisko. Ale były też takie aplikacje, gdzie nie było ogłoszenia, a ja odzywałam się do nich. W większości odzywałam się na już istniejące ogłoszenia. Rzeczywiście wtedy szybko się odezwali w sprawie wysłanego cv. W sumie byłam na 3 rozmowach kwalifikacyjnych. 

IW: Po trzech dostałaś tą pracę?

YS: Po trzech aplikacjach dostałam tą pracę. Z tym że na tej trzeciej rozmowie, to miałam takie poczucie że pani też by mnie zatrudniła, też jej się podobałam, tylko że wtedy byłam w ciąży. Byłam gotowa podjąć tą pracę ale właśnie to zaważyło na tym, że ona się jednak nie zdecydowała. Może na dobre wyszło.

IW: Ile razy w sumie zaaplikowałaś?

YS: Nie powiem ci teraz tak dokładnie. Ostatnie statystyki co pamiętam to było około 20, nawet nie całe.

IW: Chciałam cię zapytać o tą pierwszą sytuację. Wtedy mi pisałaś, że wcześniej wysyłałaś bardzo dużo cv, ale nie miałaś takiego odzewu, a tutaj nowe stanowisko, awans ze specjalisty na dyrektora i pierwszą aplikację jaką wysłałaś nawet bez doświadczenia  i dostałaś od razu zaproszenie. Czy możesz powiedzieć więcej co zrobiłaś takiego, że to się zadziało? Czuję że to może być inspirujące dla innych. 

YS: W przypadku tego pierwszego zaproszenia na rozmowę, to było wyłącznie wysłanie cv. Nie było dodatkowych telefonów tak jak w przypadku tej trzeciej rozmowy, i samo cv wystarczyło żeby się do mnie odezwali. Taka bardziej aktywna z mojej strony była ta trzecia aplikacja, bo to wyglądało tak, że ja po prostu zadzwoniłam do pani właściciel i zapytałam się, czy oferta jest aktualna. Zadałam jeszcze kilka pytań odnośnie przedszkola. Powiedziałam, że chciałam ich bliżej poznać i w momencie jak już skończyłam rozmowę wysłałam od razu cv i już jakby odniosłam się do tej naszej rozmowy. Ona skojarzyła moje cv z naszą rozmową poprzednią. Wtedy ona po kilku dniach odezwała się do mnie i zaprosiła na rozmowę.

Jeśli wysyłałam cv, które samodzielnie opracowałam przed programem, to wtedy nie było odzewu, a jak już wysłałam cv, które razem opracowaliśmy w programie, to rzeczywiście wtedy bardzo szybko się odezwali.

IW: Czy poleciłabyś ten program innym?

YS: Oczywiście, jak najbardziej, bo myślę że dzięki uczestnictwu w tym programie zdobyłam swoją pracę marzeń. Podejrzewam, że samodzielnie mogłoby być ciężko. Stworzyć naprawdę profesjonalnie wyglądającego cv. Ale też treść zawartą w cv. Ciężko by mi było samej stworzyć takie cv.

Poza tym – tak jak już wspominałam – ważne były te kroki, które podjęłam żeby znaleźć tą pracę. Pewnie sama nie zdecydowałabym się zadzwonić do pracodawcy. Niby taki drobiazg, ale wydawałoby mi się, że to jest głupio tak dzwonić, że to może po prostu trzeba zaaplikować na ofertę, a dziś myślę że to jednak taki osobisty kontakt dużo pomógł.

Poza tym w moim przypadku też trzeba wziąć pod uwagę, że moje imię i nazwisko sugeruje, że jestem cudzoziemcem. Wyszłam więc z założenia, że jak zadzwonię i z kimś porozmawiam przez telefon, a potem wysyłając cv nawiążę do tej rozmowy, to ktoś będzie wiedział, ja już tą osobę słyszałem przez telefon i ona mówi normalnie po polsku. Dzięki temu można było wyeliminować obawy typu, że ta osoba może z błędami rozmawiać, z jakimś dziwnym akcentem albo słabo znać polski. W moim przypadku podwójny plus miały te telefony.

IW: Bardzo sprytnie udało ci się ubiec ewentualne obawy. Jakie były twoje trzy największe frustracje w szukaniu pracy, pisaniu cv, aplikacji?

YS: W trakcie programu tworzyliśmy kalendarz tego co trzeba robić  i zaznaczałam ramy czasowe dla tych aktywności. Z wielką chęcią oznaczałam np. to udało mi się zrobić, to mi się udało zacząć z tych rzeczy, które zaplanowałam. Jak już zbliżał się moment kiedy ja sobie zaznaczyłam, że od tego momentu będę pracowała już na tym stanowisku, że osiągnę ten cel, jak zbliżał się ten moment tym większa była frustracja. Moment się zbliża, a nie widać większych efektów, nawet się nie zapowiada żeby ktoś mnie przyjął do tej pracy. Poślizg był – planowałam na kwiecień, a dostałam zatrudnienie w sierpniu. Była już taka rezygnacja, że może to jednak nie to, może to za długo trwa, może trzeba z tego zrezygnować i jednak wrócić i pracować dalej jako nauczyciel.

IW: Warto zaznaczyć tutaj, że urodziłaś po drodze dziecko, wiec to niemały wyczyn, który gdzieś tam te plany rozumiem wydłużył.

YS: Tak było. Może jestem szalona, ale pomimo ciąży i tego że urodziłam dziecko, to gdzieś tam cały czas tej pracy szukałam. Też nie przerywałam prowadzenia tego klubiku, bo uznałam że chciałabym mieć taką ciągłość. Tutaj bardzo wzięłam sobie do serca, to na co zwracałaś uwagę, żeby podawać konkrety w cv, że tyle lat mam doświadczenia, wiec zależało mi na tym żeby te doświadczenia w tym klubiku miały swoją wagę, nawet pomimo tego, że urodziłam synka dalej kontynuowałam.

Jeżeli chodzi o frustracje, to też były takie na etapie pisania cv, kiedy ty próbowałaś wydobyć konkrety. Czym by można było się pochwalić, żeby to cv miało wartość. Miałam takie poczucie, że nie mam tego doświadczenia jako dyrektor i jak to cv “ugryźć” żeby pokazać pracodawcy, że mimo braku doświadczenia na tym stanowisku, to jednak warto mi zaufać, że dam sobie radę. Jak sformułować to cv, jakie doświadczenie dodatkowo zdobyć, czy dodatkowe szkolenia, studia żeby to cv było dla kogoś wartościowe. Pamiętam, że to było dla mnie frustrujące.

IW: Ja pamiętam ze swojej strony jak to odkryłaś – to był taki punkt przełomowy – zliczałaś te lata doświadczenia z całego życia. Myślałaś że masz trzy lata, a nagle ci wyszło że masz 12 lat doświadczenia, bo nie wliczyłaś doświadczeń pracy na wolontariacie przez lata młodzieżą itp.. Myślę że to pomogło w tym pierwszym cv wysłanym przed zdobyciem doświadczenia w klubiku i skończeniem studiów. Ta matematyka jest frustrująca, ale te konkrety pomagają w zatrudnieniu.

YS: To jest pomocne nawet teraz, np. było spotkanie z nauczycielkami gdzie właściciel miała mnie przedstawić. To ja też się tym pochwaliłam, że mam 12 lat doświadczenia z dziećmi. Jak przychodzi młoda osoba, to każdy myśli:  – Ooo no to co ona potrafi? – Kto wie jakie ona ma tam doświadczenie? W tym momencie mogłam się pochwalić. Już tyle lat pracuje z dziećmi, że proponuję wam moje wsparcie, i naprawdę ta matematyka w tym CV nadal mi pomaga. Inaczej na mnie patrzą jeżeli mam już konkretne doświadczenie.

IW: Super, a pamiętasz może jakieś twoje frustracje w szukaniu pracy przed programem?

YS: Zadawałam sobie pytanie, czy to q ogóle jest możliwe do zrealizowania – krok od przedszkolanki do dyrektora. Z takim wielkim zapałem zaczęłam studia podyplomowe, które nadają mi uprawnienia bycia dyrektorem, już w trakcie studiów podyplomowych wysyłałam CV i nie było żadnego odzewu, i to było bardzo frustrujące. Dlatego zaczęłam szukać, co by tu dodatkowo można było zrobić żeby jednak zdobyć tą prace. Dlatego pojawił się pomysł właśnie uczestniczenia w programie. Potrzebowałam tej pomocy z zewnątrz. Kogoś kto ma doświadczenie po prostu. Czułam, że sama nie podołam, że chyba robię coś nie tak, albo za mało, że nie ma żadnego odzewu. Raczej ciężko by było, nie widziałam perspektyw, że ten odzew się pojawi i szukałam pomocy specjalisty.

IW: Pamiętasz, jak to było poczuć rozwiązania tego problemu, żeby mieć ten odzew? 

YS: Jak ktoś się do mnie odzywał najczęściej to był telefoniczny odzew, że chcą mnie zaprosić na rozmowę. Po odłożeniu telefonu była wielka radość. Skakanie i w ogóle.

Ten pierwszy telefon, to była podwójna rozmowa kwalifikacyjna. Najpierw dużo pytań dostałam przez telefon, i jak odpowiedzi okazały się satysfakcjonujące, to dostałam zaproszenie na rozmowę taką już w placówce.

Radość była z każdym telefonem niesamowita, a jeszcze jak już pani właściciel się zdeklarowała, że ona jest zdecydowana na mnie, to wyjazd do cukierni był obowiązkowy.

Na pewno to jest bardzo motywujące. Nawet jak była taka sytuacja, że byłam na rozmowie i nie przyjęto mnie do pracy, to było to dla mnie motywujące. Dla mnie to był już sygnał, że ktoś na podstawie mojego cv wziął moją kandydaturę pod uwagę. Nie odrzucił na stertę cv, które się nie nadają, tylko ktoś już na podstawie samego CV widział we mnie kandydata na to stanowisko. To też było bardzo motywujące pomimo tego, że nie przyjęli mnie już do pracy. To jeszcze bardziej napędzało mnie do tego, żeby bardziej się starać i właśnie wtedy odważyłam się żeby kolejne odezwy do pracodawców właśnie poprzedzić telefonem.

IW: Czy pamiętasz jeszcze sprzed programu jakich strategii próbowałaś, jakie działały i które nie działały, jeśli chodzi o zdobywanie pracy?

YS: No jeżeli chodzi o strategie przed programem, to było wyłącznie wysyłanie cv. No i to tak jak już wspominałam nie działało, bo żadnego zaproszenia na rozmowę nie dostałam, więc to było mało skuteczne.

Warto jeszcze wziąć pod uwagę, że tamto cv nie było podrasowane. To było cv, które samodzielnie pisałam. Potem się okazało, że jak się nad nim popracowało w programie, to już odzew był. Brak dobrego cv, lub wysyłanie wyłącznie cv w odpowiedzi na oferty, bez żadnych dodatkowych działań z mojej strony były nieskuteczne.

IW: Ok. Czy jest coś takiego o marzyłaś, że mogłoby wejść na rynek, z czego zakupu byłabyś zachwycona w kontekście zdobywania pracy?

YS: Na pewno jak już w trakcie poszukiwania pracy, nie było żadnych efektów, to zwróciłam uwagę, że robisz CV na wymiar i zapisałam się na newsletter do ciebie. Wtedy zaczęłam z tobą rozmawiać i powiedziałaś mi o tym programie. No i dla mnie to był strzał w dziesiątkę, bo zapisując się na ten newsletter – szukając kontaktu do ciebie – szukałam właśnie osoby, która w tym siedzi. Osoby, która wie jak ten proces rekrutacyjny wygląda od środka. Wie na co rekruter zwraca uwagę. Wie na co trzeba uważać, i po prostu taka osoba była dla mnie idealna jako osoba wspomagająca w szukaniu pracy.

II WŁASNY BIZNES

IW: Teraz chciałabym jeszcze przejść do tych pytań o biznes. Rozważałaś też założenie swojego własnego przedszkola, i jestem ciekawa, co z tym pomysłem. Czy planujesz do niego wrócić czy nie?

YS:  O właśnie i to jeszcze odnosiłoby się do frustracji. Jak był taki moment, że trzy rozmowy miałam za sobą, to się nie przełożyło na zatrudnienie i była taka dłuższa przerwa. Doszłam do wniosku, że ok nikt nie chce mnie zatrudnić jako dyrektora, to w takim razie biorę się za otwieranie swojego przedszkola. No i tutaj naprawdę mocno się przygotowywałam do tego, szukałam możliwych form finansowania dla początkującego przedsiębiorcy, szukałam budynku, pisałam programy itd… No i niestety to wszystko rozbiło się o to, że nie znalazłam odpowiedniego lokalu. Teraz z perspektywy wiem, że ja po prostu szukałam perfekcyjnego lokalu. Trochę dwutorowo próbowałam sobie poradzić z tym problemem, po pierwsze właśnie szukałam lokalu i sposobu finansowania swojego przedszkola, a jednocześnie też odzywałam się na oferty pracy na stanowisko dyrektora. No i to się właśnie skończyło, że jednak nawinęła się praca w przedszkolu w pobliżu.

IW: Świetnie! To jest niezwykłe, inspirujące i warte podzielenia się z innymi, że ty od początku miałaś taką niezwykłą jasność co chcesz zrobić. Rzadko, statystycznie rzecz biorąc, zdarza się ktoś ma taką wielką jasność, co tak naprawdę chce. Były te momenty i zachwiania, ale jednak w tym wytrwałaś. Chciałam zapytać skąd w ogóle miałaś taką jasność, pomysł na siebie, jak to odkryłaś?

YS: To że ja chce pracować z dziećmi, to wiedziałam od zawsze. Znaczy byłam na tyle pewna, że pięcioletnie studia tego nie zmieniły i po studiach pedagogicznych podjęłam pracę w zawodzie.

Pracując w przedszkolu jako nauczyciel stwierdziłam w pewnym momencie, że po prostu się nudzę w tej pracy. Byłam wtedy trochę nadaktywnym nauczycielem. Najgorsze były popołudnia. Od szesnastej do osiemnastej, te dwie godziny mi się strasznie dłużyły. Organizowałam dzieciom, a to eksperymenty, a to jeszcze… Nie będę wyliczać co, bo po prostu czułam, że muszę coś robić, bo się nudzę. Całą dokumentację prowadziłam i całe przygotowanie do zajęć robiłam na bieżąco. W tym momencie nie miałam co robić i zajmowałam się dziećmi. A dzieci w pewnym momencie się zbuntowały i powiedziały, że one po prostu chcą się pobawić. Jako pedagog zdawałam sobie sprawę, że dzieci powinny mieć wolny czas, żeby mieć swobodną zabawę, gdzie im nic nikt nie organizuje. Wtedy mi się zaświeciła lampka, że ja po prostu dzieci terroryzuje swoją aktywnością. Powinnam swoją energię przełożyć, na inne obowiązki, i wtedy doszłam do wniosku, że stanowisko dyrektora przedszkola byłoby prawdopodobnie dla mnie dobrym rozwiązaniem.

Po pierwsze nadal miałabym kontakt z dziećmi. Nadal mogłabym prowadzić z nimi zajęcia, bo to bardzo lubię. Na dodatek miałabym dużo dodatkowych obowiązków, które zużywałyby moją energię. Nie miałabym wtedy czasu na nudzenie się. Stwierdziłam więc, że to stanowisko jest dla mnie idealnym rozwiązaniem, bo tu łączy wszystkie te trzy rzeczy, które bardzo lubię. Rzeczywiście mam tyle obowiązków, że naprawdę nie mam kiedy się nudzić.

IW: Co za idealny pracownik!

III PRACA ZA GRANICĄ

IW: Przejdźmy do pytań związanych z pracą zagranicą. Zauważyłam, że miałam bardzo dużo do czynienia z obcokrajowcami szukającymi pracy za granicą na poziomie czyli z tzw. ekspatami. Pomagałam osobom przyjeżdżającym z zagranicy do Polski z różnych innych krajów (Australia, Niemcy, Francja itp.), czy też Polakom wyjeżdżającym zagranicę. Ostatnio widzę dużo osób z Ukrainy. Nigdy nie zabiegałam jakoś o klientów szukających pracy za granicą. Z Ukrainy czy w ogóle szukających za zagranicą. Dlatego tak się zastanawiam, co sprawia, że ludzie szukają pracy za granicą. Mam swoje obserwacje i nawet osobiste doświadczenia w pracy zagranicą, ale jestem ciekawa Twoich opinii, dlaczego ludzie z Ukrainy szukają pracy w Polsce i dlaczego się tu przenoszą.

YS: No pewnie powód jest prowizoryczny, każdy szuka dla siebie lepszego bytu. Na Ukrainie jest ciężko o pracę, a jak się już ma pracę, to nie jest ona satysfakcjonująca finansowo. Bardzo dużo teraz przyjeżdża młodych małżeństw z dziećmi, i bardzo często są to osoby, które mają bardzo dobre wykształcenie, są dobrymi specjalistami. Wcześniej, jak dziesięć lat temu przyjechałam do Polski, to w większości przyjeżdżały panie do sprzątania. Takie panie w średnim wieku, albo panowie na budowę, a teraz ten trend się odwraca. Mam wrażenie, że przyjeżdża więcej młodych i tak jak mówię bardzo często są to dobrzy specjaliści i szukają pracy w rolach, których brakuje tutaj w Polsce. Teraz mam znajomych którzy chcą przyjechać tutaj do Polski. Oni swoją przeprowadzkę motywują tym, że chcą lepszej przyszłości dla dzieci, no i chcą posłać tutaj do szkół, uważają, że tu jest edukacja na wyższym poziomie i łatwiej będzie znaleźć dobrą pracę, i to jest główny powód przeprowadzki tutaj.

IW: Jak sądzisz, dlaczego osoby pochodzące z Ukrainy przeprowadzają się akurat do Polski?

YS: Myśle, że dlatego że to jest najbliższy sąsiad. Języki są dosyć podobne. Jednak nie ukrywajmy, że gdyby ktoś miał pojechać powiedzmy do Stanów, to z angielskim było by gorzej niż ze spokrewnionym językiem jakim jest polski. Byłoby im przez to ciężej znaleźć lepszą pracę. Polskiego łatwiej jest się nam nauczyć. A poza tym jednak na Ukrainie opinia jest taka, że Polska to dobrze prosperujący kraj i coraz więcej osób tu przyjeżdża. Trzeba też wziąć pod uwagę kartę Polaka. Dużo osób właśnie na tej podstawie przyjeżdża tutaj, a karta Polaka jednak jest sporą pomocą, np. można otrzymać wizę, i mieć jakieś ulgi w Polsce. Z takim wsparciem jest łatwiej zagospodarować się w obcym kraju, niż gdy jedziesz gdzieś, gdzie takich uprawnień nie ma.

IW: Dlaczego twoim zadanie warto żyć i pracować w Polsce?

YS: Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że absolutnie nie żałuję, że dziesięć lat temu przyjechałam tutaj, bo na pewno ciężko było by mi żyć na Ukrainie na takim poziomie jak tutaj. Ciężko było by mi awansować na Ukrainie. Na Ukrainie bardzo często awans jest związany z jakąś łapówką. A tutaj po prostu własną pracą mogłam zdobyć ten awans.

IW: Na co zwrócić uwagę jeśli ktoś chce się przeprowadzić z zagranicy do Polski, czy też z Ukrainy do Polski czy w ogóle za dowolną granicę? Jakie masz najważniejsze podpowiedzi?

No na pewno dobrze by było żeby taka osoba znała język zanim się przeprowadzi. Dobrze jest wziąć to pod uwagę, bo jednak znajomość języka bardzo ułatwia szukanie pracy, to jedna rzecz.

Druga rzecz – mam wrażenie, że bardzo dużo Ukraińców jak przyjeżdża tutaj do pracy powiedzmy np. do sprzątania czy na budowę, to nie mają ambicji żeby poszukać sobie lepszej pracy. Gdzieś tam jednak mają takie przekonanie “nie, ja nie dam rady”, “ja się nie nadaję” itp.. Znam jednak kilka pUkrainek, które były sprzątaczkami i zrobiły kurs manikiuru, próbowały, zdobywały klientów, a teraz mają swój salon.

Ważne, żeby nie bać się próbować. Nawet jeżeli to jest obcy kraj, nawet jeżeli zaczynam jako sprzątaczka, jako opiekunka do dzieci, to nie bój się próbować czegoś lepszego.

Jeśli chodzi jeszcze o takie pomocne rzeczy myślę, że też warto szukać studiów zaocznych czy kursów. Bardzo dużo fundacji oferuje za darmo albo za jakąś symboliczną kwotę takie właśnie kursy języka czy kursy zawodowe. Jak ktoś przyjeżdża do sprzątania, czy do jakieś takiej pracy nazwijmy to mniej ambitnej, to polecam żeby właśnie szukał sposobu na dokształcanie się i to nie musi wiązać się z dużymi kosztami.

IW: Jak sadzisz kiedy znika bariera językowa? To jest pytanie od mojej obecnej kursantki, która właśnie przyjechała do Polski. Wcześniej na Ukrainie prowadziła swój własny biznes, i teraz uczy się polskiego. Zastanawia się, “kiedy zniknie bariera językowa, tak by w nowym kraju czuć się jak u siebie w domu i nie czuć się jak emigrantka”.

YS: Dla mnie bardzo pomocne było to że mieszkałam w akademiku z Polakami. Nigdy nie doświadczyłam ze strony Polaków nieprzyjaźni, wyśmiewania z tego jak mówię. Ja różnie mówiłam, czy z akcentem, czy jakieś słowo przekręcałam. Było tylko przyjazne zwracanie uwagi że np. kalafior, to niekoniecznie kaloryfer, bo potrafiłam się w tym mylić – to dla mnie byłby podobne słowa. Warto mieć jak najwięcej kontaktów towarzyskich. W takich kontaktach towarzyskich człowiek czuje się swobodnie i próbuje rozmawiać. Wtedy widzi to pozytywne nastawienie ludzi i powolutku powolutku te bariery po prostu zanikają. Najlepiej uczyć się języka poprzez takie najzwyklejsze codzienne pobytowe rzeczy czy rozmowy. Pójście do sklepu, impreza jakaś. Dla mnie pomocne było to, że ja po prostu język znałam już wcześniej zanim przyjechałam tutaj. Jak ktoś ma inaczej, to polecam mieć jak najwięcej rozmów takich towarzyskich i bariera zniknie.

IW: Ile tobie zajęło nauczenie się polskiego? Czy wiesz ile osobom to zajmuję żeby tak swobodnie ze sobą móc się czuć i szukać tej pracy? 

YS: Zanim przyjechałam do Polski, to uczyłam się polskiego przez sześć lat w szkole. Plus jestem dziesięć lat tutaj. Mało kto orientuje się, że nie jestem z Polski. Imię i nazwisko to zdradza, ale jeżeli chodzi o język, to podejrzewają, że jestem z Białegostoku, że niby naleciałości są. Raczej nie podejrzewają Ukrainy. No te szesnaście lat robi swoje. Jak szłam na studia, to już miałam kurs przygotowawczy, tą zerówkę dla cudzoziemców. Dostałam komunikat od nauczycieli, że mogę iść od razu na studia, bo dobrze sobie radzę z językiem polskim, nie muszę mieć tej zerówki i tego roku przygotowawczego. Sześć lat, to był ten czas kiedy nauczyłam się języka polskiego, tak żeby swobodnie mówić.

IW: Sześć lat miałaś codziennie te zajęcia? Ile miałaś godzin w tygodniu polskiego przez te sześć lat?

YS: Myślę że w Polsce to ten proces byłby szybszy. Tu cały czas ma się do czynienia z językiem polskim, a w szkole to były po prostu codziennie bodajże godzina zajęć w języku polskim. Odejmij weekendy i wakacje.

IW: Na co jeszcze polecasz zwrócić uwagę?  Jak wygląda sprawa z pozwoleniem na pracę?

YS: Szczerze mówiąc ja się tym nie zajmowałam, bo przyjechałam tu na studia. Jeżeli osoba musi dostać wizę, to zaproszenie od pracodawcy byłoby potrzebne. Ale tutaj nie chciałabym wprowadzać w błąd, bo ja się tym nigdy specjalnie nie zajmowałam. W innych celach tu pierwotnie przyjechałam. 

IW: Czy uważasz, że bez języka polskiego można zdobyć pracę na poziomie za granicą?

YS: Tak jak najbardziej, mam takiego znajomego – jest informatykiem. Polski zna bardzo słabo, ale dzięki temu że zna angielski, to właściwie pracuje zdalnie z domu. Od czasu do czasu tylko spotyka się w firmie i jest zadowolony. Dobrze sobie radzi, ma dobrą prace. Jego żona z kolei jest fotografem  – też ma polski dosyć słaby i też sobie radzi. Można. Zwłaszcza jak ktoś bardzo jest uparty i zmotywowany, to bez znajomości języka też może, a szczególnie w branży IT.

IW: Bardzo bardzo ci dziękuję i jeszcze coś chciałabyś dodać od siebie jeszcze.

YS: Izo bardzo Ci dziękuję za pomoc! Tak jak już pisałam po prostu bez tej pomocy było by mi ciężko zdobyć tą pracę. Bardzo się cieszę, że mi się to udało, bo dążyłam do tego. Bardzo dużo pracy poświęciłam na to i z twoją pomocą po prostu mi się udało, bardzo Ci za to dziękuję.

IW: Ja też dziękuję! Gdyby nie taki pojętny uczeń i twoja determinacja, to pewnie też by nie poszło. Trzeba chcieć, ale też te zadania wykonać. Dla mnie to była przyjemność z tobą pracować. Byłaś jedną z moich pierwszych grupowych klientek i jedną z tych wręcz idealnych. Taką, która łapie wszystko w lot i robi zadania. Twoja historia jest bardzo inspirująca. Myślę, że warto to jeszcze raz podkreślić, że zrobiłaś tygrysi skok. Przeszłaś z pani przedszkolanki na panią dyrektor, urodziłaś dziecko po drodze i takie sobie wynegocjowałaś warunki, że dziś nawet chodzisz z dzieckiem do pracy. Dla mnie to brzmi jak praca marzeń. Dziękuję ci za super inspirujący przykład i cieszę się, że chciałaś się podzielić twoją historią!

Dziękuję Tobie Drogi Czytelniku za lekturę!

Iza

Izabella Wojtaszek

Trener biznesu i zdobywania pracy marzeń

www.pracanawymiar.pl

PS: Jeśli chcesz zrobić tygrysi skok i zdobyć Twoją pracę marzeń, to zapraszam teraz do programu “Odkryj i zdobądź pracę marzeń”.

PPS: Znasz kogoś, kto chce zdobyć pracę na poziomie? Prześlij mu proszę ten wywiad i pokaż mu, że można zdobyć pracę marzeń.