Ania rozważa przekwalifikowanie się na dekoratorkę wnętrz.
Piotr chce zostać trenerem.
Inna osoba, którą znam chce być prezesem własnej firmy.

Większość z nas ma marzenia zawodowe. Nie zawsze jednak wiemy jak je spełnić. Rynek pracy zmusza nas do podążania określonymi ścieżkami zawodowymi albo realizowania naszych marzeń w sposób trudny do zaakceptowania. Od dzieciństwa obserwowałam ludzi porzucających swoje marzenia, by dostosować się do rynku pracy. Czy naprawdę tak musi być?

Na przykład moja siostra. Zawsze chciała zostać policjantką. Pierwsze podejście do policji przyniosło dyskwalifikację z powodu wzrostu. Zaczęła więc studiować filologię polską. Ciężko mi zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na te właśnie studia pomimo jej marzenia. Może miała nadzieję, że pewnego dnia będą potrzebować policjantów, którzy wiedzą jak wypisać bezbłędnie mandat?;)

Po studiach podjęła się pracy jako nauczyciel. Nawet poza pracą dużo osób zwracało się do niej po pomoc w pisaniu wypracowań. Wkrótce jednak dotknęło ją wypalenie zawodowe, przestała pisać wypracowania i zdecydowała się na drugie podejście do policji. Nie dlatego, że urosła, po prostu zmieniono w tym czasie reguły przyjęć.:)
Co ciekawe, jej odmowy w kwestii wypracowań spowodowały oburzenie wśród ludzi. Nawet nasza mama zareagowała słowami:

Dlaczego nie chcesz pomóc drugiemu człowiekowi?

Ludzie, którym odmówiła zaczęli ją uważać za samolubną, “nadętą krowę”.

I tu nasuwa się pytanie, czy warto pomagać za sympatię? Pewnie warto – jest to bardzo miłe uczucie. Na pewno milsze niż bycie “nadętą krową”.

Co jednak kiedy ludzi w potrzebie jest tak wielu, że w końcu tracimy cały nasz czas prywatny na pisanie 10. prac na ten sam temat?
I w ogóle ile można rozprawiać o Dostojewskim? Hmmm… Owszem, dla niektórych może to być fascynujące.
W każdym razie, uczynienie sensu swojego życia z czegoś czego nie lubimy robić nie jest dobrym pomysłem. Gdy wykonujemy pracę, której nienawidzimy powinniśmy przynajmniej brać za nią bardzo wysokie wynagrodzenie!;)

Co prowadzi do mojej konkluzji.

Gdy wzbogaciłam tytuł magistra psychologii o doświadczenie w zarządzaniu zasobami ludzkimi podobny dylemat z pomaganiem dotknął i mnie.
Liczni znajomi zaczęli się do mnie zwracać po porady zawodowe.
Pomimo, że miałam już pełnoetatowe zajęcie nie potrafiłam odmówić. Fakt, że mogłam ludziom pomóc zrozumieć ich pragnienia i potrzeby zawodowe sprawiał, że czułam się spełniona. A może bałam się Mamy?;) A może sama nie chciałam być “nadętą krową”? Równocześnie jednak, nie chciałam doznać efektu wypalenia jak moja siostra.

Pomyślałam wtedy, skoro ludzie:
1. przychodzą do mnie po pomoc,
2. lubię pomagać w dylematach zawodowych,
3. mam efekty,
4. jest nisza na rynku…

EUREKA! Powinnam zająć się tym zawodowo!

Ponieważ nie było na rynku zawodu związanego z podobnymi usługami (no może poza nastawionymi na biurokrację doradcami z urzędu, co mi nie odpowiada, bo wolę skupić się na pomaganiu) postanowiłam sobie stworzyć samodzielne stanowisko pracy.
Ta decyzja przyniosła mi satysfakcję z wykonywanej pracy, respekt i pieniądze – co do tego ostatniego to wciąż czekam na paru znajomych, aż mnie spłacą, bo na początku miałam problem, żeby brać pieniądze od znajomych.;)
W każdym razie, to wszystko doprowadziło mnie również do wniosku, że…

KAŻDY JEST W CZYMŚ DOBRY.

Pomyśl, czy jest coś o czego zrobienie często proszą cię inni?

Musisz przestać pomagać innym za darmo i …
1. albo zrobić z tego pracę czy biznes,
2. albo czas lub pieniądze, które dostaniesz wykorzystać na rozwój swoich prawdziwych pasji.

Możesz się sprzeciwić – Ale ludzie przestaną mnie lubić! Hmmm… Niekoniecznie!
Oto jak skończyła się historia mojej siostry.

Od kiedy zaczęła pracować w policji znajomi, którzy niegdyś prosili o pomoc w wypracowaniu przychodzą prosić o pomoc w anulowaniu mandatów.:) Poza tym, stworzyła dom wraz z innym policjantem.

Przestań żyć życiem innych ludzi i zacznij łapać korzyści z Twoich prawdziwych pasji już dziś!

Iza

 

PS: Znasz kogoś, kto lubi pomagać, ale nie ma z tego nic oprócz satysfakcji. Prześlij mu ten post zanim satysfakcja zmieni się u niego we frustrację. Wszak spełnienie jest ważne, ale nie samym spełnieniem człowiek żyje.